Spadochron "Irvin"
("Polski Irvin")
Obserwatorzy samolotu PZL "Łoś" ze spadochnonami plecowymi.
Powstanie
Konstrukcja
spadochronu Irvin stała się jedną z najlepszych i najbardziej
popularnych na
świecie. W latach 30-tych XX wieku spadochronu tego pomysłu używały już
siły
lotnicze ponad 40 państw całego świata.
W 1918 roku USA ogłosiło konkurs na
spadochron ratowniczy. Każdy przedstawiony
projekt powinien spełniać jedenastopunktowe założenia takiego sprzętu,
które
wymieniono w regulaminie konkursu. W 1919 roku, Leslie
Irvin,
24-letni kaskader z Kalifornii, USA, zademonstrował pierwszy "wolno
spadający" spadochron. Wykonał go własnoręcznie na pożyczonej maszynie
do
szycia. Eksperci do spaw bezpieczeństwa lotu byli pod wielkim
wrażeniem, czego
następstwem było zaadoptowanie spadochronu przez USAAF i RAF.
Jego
zaletą było to, ze spadochron można było otworzyć poza samolotem. Do
tej pory
wpadnięcie samolotu w korkociąg uniemożliwiało jego opuszczenie. Irvin
założył
przedsiębiorstwo "Irvin Air Chutes Co." i w oparciu
o masowe
zamówienia obu państw założył fabryki w USA i Wlk. Brytanii.
Jego fabryki
działają po dziś dzień.

Zakłady
"Irvin Air Chute Co." w Anglii. Hala sprawdzania jakości.
Powstały
liczne odmiany spadochronu Irvina i kilka modyfikacji. Wynalazkiem
Irvina był
też "pilocik" - mały spadochronik, który
napełniając się
powietrzem, ma za zadanie wyciągnąć czaszę i linki z pokrowca,
zapoczątkowując
proces otwarcia spadochronu głównego.
W 1922 roku przy firmie Irvin'a powstał "Klub
Gąsienicy"
(Caterpillar Club), który przyznawał "odznakę gąsienicy"
wszystkim
ludziom, którym spadochron Irvina uratował życie w sytuacji
alarmowej. Pomysł
symbolizował oddanie konstruktora sprawie bezpieczeństwa w powietrzu.
Odznakę
do dziś otrzymało 100.000 osób. Pierwszą osobą
uratowaną był William
O'Connor, który wyskoczył na spadochronie Irvina dnia 24
sierpnia 1920 roku nad
lotniskiem McCook w pobliżu Dayton, Ohio. Drugi skok ratujący życie
wykonał
Harold H.Haris, 20 października 1922 roku w tej samej bazie. Powstanie
klubu
zasugerowała prasa po drugim udanym skoku z uszkodzonego samolotu.

Spakowany
spadochron "Irvin".
W Polsce
Spadochron "Irvin" wprowadzono do
polskiego lotnictwa już w 1927 roku. Kupiono
nieustaloną liczbę
spadochronów produkcji brytyjskich zakładów i
rozpoczęto negocjacje licencyjne.
Od połowy lat 20-tych w Centralnych Zakładach Balonowych
w Legionowie
remontowano spadochrony. więc pracownicy uzyskali w tym zakresie pewne
doświadczenie. W 1929 roku powstała Wojskowa
Wytwórnia Balonowa w
Jabłonnie, na bazie zlikwidowanego CSB.
Kierownikiem nowego warsztatu został por. Stefan
Nowicki. Od tego czasu Legionowo stało się pionierskim
ośrodkiem szycia
spadochronów. Przygotowania do wdrożenia ich produkcji
rozpoczęły się w połowie
1928 roku. 27.VII.1928 r. do CZB na trzy tygodnie przydzielony został por.
Stanisław Czarkowski z Detaszowanej Kompanii
Balonów Zaporowych. Jego
zadaniem było przetłumaczenie na polski opisu planów i
specyfikacji spadochronu
"Irvin". W tym czasie por. Nowicki wielokrotnie wyjeżdżał do firm "Wilarco"
i "Bracia Deutsch" w celu zamówienia
materiałów niezbędnych do
szycia przyszłych spadochronów. Zamówienia
obejmowały linki i tkaniny.
17.X.1928 wyjechał on do Anglii na półtoramiesięczny staż
spadochronowy w
firmie Irvin Air Chute Co. w Letchworth.
Zameldował powrót z
Anglii u kierownika CZB dnia 3.XII.1928 roku.

"Irvin" - typ ćwiczebny
Nową
pracownie założono w budynku nr VII, który łączył się z
małym hangarem
balonowym. Równocześnie w firmie "Singer" zakupiono
kilkanaście
maszyn do szycia. Podstawę do produkcji stanowiły spadochrony
"Irvin", głównie typu ćwiczebnego o średnicy czasy 8,53 m.
Używano go
łącznie ze spadochronem zapasowym o średnicy 6,7 m. Właśnie na tego
typu
spadochronach opierał się polski sport spadochronowy. Ponadto w
warsztacie
otworzono produkcję spadochronów ratowniczych, o średnicy
7,3 m. Miały one
kilka odmian, w zależności od rodzaju służby lotniczej:
- Typ
siedzeniowy - dla pilotów,
- Typ
plecowy - dla załóg balonów i
samolotów,
- Typ
piersiowy - dla obserwatorów, strzelców
samolotowych i załóg balonów,
- Typ
ćwiczebny - do treningu i sportu.

"Irvin" - typ plecowy.
Spadochrony produkowano według licencji zakupionej
za 500.000 zł. Suma ta zwróciła się w ciągu 3 lat, a koszt
wyprodukowanego w
Polsce spadochronu był trzykrotnie tańszy od jego zagranicznej ceny
detalicznej
oscylując wokół kwoty 1.440 zł. Spadochrony polskie Irvina
nazywano "Polski
Irvin". W myśl umowy firma Irvin Air Chute Co. Była
zobowiązana do przekazywania
w ciągu 5 lat od podpisania umowy planów wszelkich zmian i
udoskonaleń
zakupionego spadochronu. Za wkład w powyższe prace nad udoskonalaniem
por.
S.Nowicki otrzymał srebrny krzyż zasługi. W Legionowie wytwarzano
łącznie 300
spadochronów rocznie, a w latach 1935 - 37 ok.600 (w tym
towarowe własnej
konstrukcji i dla bomb oświetlających konstrukcji francuskiej).
Większość tej
produkcji to jednak spadochrony "Polski Irvin" różnych
typów.
1.VIII.1936 roku WWB zmieniło nazwę na Wytwórnie
Balonów i Spadochronów i nabrało
bardziej cywilnego charakteru.

Klamra szybkootwierająca się.
Spadochronu "Polski Irvin" używano zarówno
do popularnego od roku 1936 sportu spadochronowego jak i w lotnictwie
wojskowym. W 1937 roku w całym kraju wykonano 31.440
skoków na
tym spadochronie z wież spadochronowych usianych po największych
miastach
kraju. Odbywało się to głównie z inicjatywy LOPP oraz władz
wojskowych
planujących przygotowanie wśród młodzieży kadr przyszłych
oddziałów. W 1939
roku powstał nawet Wojskowy Ośrodek Spadochronowy w
Bydgoszczy.

Skoczek wykonujący skok z samolotu RWD - 8. Ćwiczebny Irvin.
Najbardziej spektakularny pokaz skoków wojskowych
odbył się w Wieliszewie koło Legionowa w dniu 5
września 1937 r.
Miał tam miejsce pierwszy grupowy desant 60 skoczków
przed ponad
10-tysięczną publicznością. Dla spotęgowania efektu skoczkowie otwarli
także
spadochrony zapasowe, co optycznie podwoiło liczbę skaczących i
przedłużyło
widowisko. Skoki wykonano z przystosowanych do desantowania
samolotów Fokker
F-VII B/3m. Skok ten był oprawą dla rozpoczynającego się w
Legionowie
pierwszego wojskowego kursu spadochronowego.


Masowy desant 60 skoczków w 1937 roku.
Desant w 1937 roku
W roku 1938
wojsko przystąpiło zdecydowanie do szkolenia
skoczków dla potrzeb oddziałów
spadochronowych. W dniach od 5 do 12 września tegoż
roku w Legionowie
odbył się kurs dla wybranych absolwentów ubiegłorocznego
szkolenia. Wzięli w
nim udział podchorążowie i oficerowie Wojska Polskiego. Nacisk został
położony
na przygotowanie bojowego desantu, jaki miał się odbyć jesienią
1938 r.
podczas manewrów na Wołyniu. Wybrana do
szkolenia grupa żołnierzy,
składająca się m. in. z saperów, żołnierzy piechoty i
łączności, przeszła w
Legionowie szkolenie instruktorskie. Program objął: skoki z
samolotów,
składanie spadochronów oraz zajęcia dotyczące przyszłego
działania
dywersyjnego. Przeprowadzono 4 godziny wykładów z tej
dziedziny i 2 godziny
taktyki desantu. Wykonano szereg ćwiczeń na mapie i stole plastycznym.
Ponadto kursanci zostali oblatani na
samolotach Focker F VII i RWD-8,
wykonując po jednym skoku
zwykłym z Fockera i po dwa (zwykły i z pełnym wyposażeniem) z RWD. Było
to
podyktowane koniecznością przeszkolenia w skokach różnymi
metodami oddzielania
się od samolotu. Z Fockera skakało się bowiem przez
drzwi boczne, z RWD
stając na stopniu kadłuba. Na zakończenie kursu wykonano skoki grupowe
z
Fockera z pełnym wyposażeniem, co było niejako generalną
próbą przed przyszłym
ćwiczeniem bojowym.
Sam desant podczas manewrów
wołyńskich miał być wykonany przy użyciu wypożyczonych z LOT-u
dwóch
Fockerów F VII na spadochronach ,,Irvin"
polskiej produkcji. W
desancie wzięło udział 25 skoczków pod
dowództwem por. sap. Antoniego
Mokrzeckiego. Oddział zorganizowany został w trzy drużyny:
- saperską - dowodzoną przez ppor. Jerzego Sigenfelda wraz z 9
podoficerami
z 2. Baonu Saperów,
- piechoty, pod dowództwem ppor. Jerzego
Góreckiego plus 8 oficerów i
podoficerów,
- sekcję łączności - dowódca: ppor. łącz. Wacław Malinowski
wraz z 1 oficerem i
1 podoficerem
Ponadto w skład desantu wchodził lekarz-podchorąży i oficer Oddziału II
Sztabu
Generalnego.
Jeszcze podczas trwania tego kursu
prowadzono próby z desantowaniem broni i sprzętu,
jaki mógł być
zastosowany dla potrzeb desantu bojowego. Ostatecznie postanowiono
uzbroić
drużynę piechoty w kbk Mauser wz.29 z zapasem po 120 sztuk amunicji
,,ślepej" i 1 rkm Browning 7,92 mm plus 2 magazynki do niego
z
amunicja ,,ślepą". Do skoku karabiny przytroczono paskami do ud, z
możliwością ich szybkiego odłączenia przed lądowaniem. Reszta grupy i
jej
dowódca wyposażeni byli jedynie w pistolety Vis wz. 35. Cały
oddział posiadał
oprócz tego granaty. Saperzy zabrali ze sobą petardy
imitujące ładunki
wybuchowe, a sekcja łączności specjalistyczny sprzęt. Ze względu na
jego ilość
i ciężar rozdzielono go między dwóch żołnierzy. I tak
dowódca sekcji zabrał
radiostację zamocowaną do skoku z tyłu pod spadochronem plecowym. Z
przodu pod
spadochronem zapasowym zamocowany miał zestaw słuchawkowy, klucz
telefoniczny i
linkę antenowa. Przy pasie po obu bokach skórzane pokrowce z
dwoma gołębiami
pocztowymi.
Podoficer sekcji łączności zabrał na plecach pod spadochronem 2 baterie
anodowe, pod prawym ramieniem posiadał przyrządy do niszczenia linii
telefonicznych, a pod lewym aparat do podsłuchu rozmów
telefonicznych. Na
brzuchu, pod spadochronem zapasowym przymocowane były 3 ogniwa stałe do
radiostacji.
Podczas prób w desancie grupowym
okazało się, że samoloty pomieścić mogą jedynie po 10 żołnierzy z
pełnym
wyposażeniem. Dlatego 5 skoczków wysłano rzutem kolejowym do
Łucka, jako
rezerwę. Pozostali odlecieli na lotnisko dwoma Fockerami na lotnisko
Skniłów
pod Lwowem.


Kompania spadochronowa na paradzie. Wyposażeni w spadochrony plecowe.
Szczegóły desantu zostały uzgodnione już na miejscu,
tak samo wybrano miejsce lądowania. Wybrano w tym celu pole otoczone
lasami i
polanę (lądowisko zapasowe) pod miejscowością Puchany -
10 km na
południe od Łucka. Start samolotów z
lotniska Skniłów nastąpił w
dniu 15 września o godz. 16.30, a o 17.15 samoloty znalazły się nad
celem.
Dowódca desantu dla lepszego ukrycia operacji postanowił
wykonać skok ,,z
marszu" z pułapu 200 metrów, a nie jak planowano z 400 m.
Skracało to o
połowę czas przebywania w powietrzu i zmniejszało szansę wykrycia
skoczków w
powietrzu przez obserwatorów z ziemi. Lądowano na zapasowym
lądowisku - polanie
położonej w pobliżu zasadniczego lądowiska. Wszystko przebiegło
sprawnie i
niepostrzeżenie.
Desant
okazał się całkowitym zaskoczeniem
nie tylko dla 30 DP, na niekorzyść której skoczkowie
działali, ale także dla
kierownictwa manewrów. W rezultacie nakazało ono
powtórzyć desant, aby można
było obserwować jego przebieg.
Na ziemi, po skoku okazało się, że całkowicie zawiodła łączność -
zarówno
radiostacja, przy pomocy której nie udało się nawiązać
kontaktu z dowództwem
własnej armii, jak i gołębie. Te ostatnie po szoku wywołanym lądowaniem
nie
chciały po wypuszczeniu odlecieć. Oddział po zapadnięciu zmroku
przystąpił do
wykonywania działań dywersyjnych na niekorzyść 30. DP. Pozorowano
zniszczenie
mostów drogowych w rejonie Połonka i Góra Połonka
oraz odcinków toru
kolejowego. Poprzerywano także napotkane linie telefoniczne. Podczas
nocnego
marszu napotykano różne pododdziały, jednak żaden z nich nie
zwrócił uwagi na
grupę dywersyjną, której udało się podejść skrycie do
polowego lotniska.
Świadczy to o braku jakichkolwiek działań przeciwdesantowych. Oddział
zameldował się o godzinie 5.00 dnia 16 września 1938 roku w Łucku w
kierownictwie ćwiczeń.
Jak wspomniano,
zaskoczenie i jego nie
dostrzeżenie desantu spowodowało decyzję kierownictwa
manewrów o powtórzeniu go
w dniu 17 września 1938 roku. Wykonano go o godz.16.45 w rejonie
leżącym 9 km
na wschód od Klewania. także i tym razem udało się bez strat
wykonać wyznaczone
zadania, m.in. zniszczyć drewniany most drogowy i uszkodzić betonowy -
oba w
rejonie Klewania. Powrót do Łucka odbył
się na dwóch zdobytych na
nieprzyjacielu ciężarówkach.
Wnioski nasuwające się z
doświadczeń wyniesionych z
tego pierwszego desantu bojowego posłużyły udoskonalaniu metod
szkolenia
spadochroniarzy dla potrzeb Wojska Polskiego.

Skok w Lotniczej Szkole Strzelania i Bombardowania. Początek lat 30-tych.
Źródła
Piotr Witkowski, "Wojska spadochronowe w II Rzeczypospolitej, narodziny nowego rodzaju broni", Sowiniec nr 21, 2002.
/PATHE/


