"Żywe torpedy"
O zjawisku społecznym
W 1939 Polska była jedynym krajem na świecie, w którym miał miejsce
publiczny zaciąg ochotników do oddziałów tzw. Żywych torped. Chociaż MW nie w
swych założeniach taktycznych nie przewidywała zastosowania takiej broni,
prawdopodobnie nie posiadała takiego sprzętu (sprawa nie do końca pewna) to
akcja naboru nagłaśniana przez prasę, radio i plakaty trwała od 6 maja 1939 to
końca sierpnia. Nabór ochotników przerodził się w ruch społeczny popierany
przez różne organizacje społeczne i para militarne. W ochotników Sztab
Generalny tworzył oddziały do zadań specjalnych. Szkolono ich pod kątem
dywersji na zapleczu frontu. Oddziały te walczyły we wrześniu 1939 roku.

Strona tytułowa IKC wzywająca do zgłaszania się na ochotnika.
Jako "żywe torpedy" określano tez
ochotników, którzy odpowiedzieli na apel Prezydenta Warszawy wzywający do
obrony Czerniakowa i którzy niszczyli materiałami wybuchowymi gniazda
niemieckich ckm-ów w 1939 roku. Niektórych ochotników szkolono w specjalnym
zakresie - jako pilotów szybowcowych i skoczków spadochronowych (w Poznaniu),
co sugeruje, że prawdziwe mogły być domniemania o chęci wykorzystania
ochotników w "samobójczych" misjach lotniczych. Mówiono im podobno
otwarcie, że zostaną użyci jako żywe torpedy. Szkolenie przerwał wybuch wojny.
Pierwszym, który się zgłosił to oddziałów "Żywych Torped" Marynarki
Wojennej był mat rezerwy Stanisław Chojecki z Katowic, który w maju 1937 roku
na ręce marszałka Polski złożył ofertę poświęcenia życia w obronie kraju w
obliczu zagrożenia ze strony Niemiec. Oferty nie podano do publicznej
wiadomości. Ruch społeczny i masowe deklarowanie chęci śmierci za Ojczyznę
rozpoczął jednak artykuł z 6 maja 1939 roku z "Ilustrowanego Kuriera
Codziennego" z listem otwartym 3 młodych warszawiaków wzywającym do
zgłaszania się jako "żywe torpedy". Wśród ochotników byli zarówno
ochotnicy jak i żołnierze służby czynnej (z inspiracji II Oddziału Sztabu
Generalnego). Nie wiadomo do końca ile osób wpisało się na listy "żywych
torped", gdyż nie wszystkie listy przetrwały wojnę. Ciekawostką
jest, iż Marynarka Wojenna wystawiała urzędowe potwierdzenie zgłoszenia
podpisywane przez szefa broni podwodnej komandora porucznika Eugeniusza
Popławskiego.
O domniemanym sprzęcie MW
Istnieje niewiele informacji o sprzęcie MW, tak jak
wyżej wspomniano. Uderzająca i poddająca w wątpliwość jego istnienie jest
relacja Jana Szumiata z 1939 roku, ochotnika:
"Wybraliśmy się z
Wołajowic do Gdyni we dwóch, razem z Edziem Sykulskim. Na miejscu, w Dowództwie
Marynarki Wojennej powitali nas bardzo serdecznie. Tak jak wszystkich, którzy
zgłosili się tego dnia w Gdyni. A sporo nas było. Jakiś oficer przemawiał i
zapewniał, że w odpowiednim momencie zostaniemy wezwani. Opowiadał też o samej
torpedzie, jej budowie, uprzedzając jednocześnie, że jak ktoś raz do niej
wejdzie, to dla niego odwrotu już nie ma [...]. Tylko nie chcieli nam jej
pokazać. Kazali wracać do domu i czekać na wezwanie."
Jak widać z powyższej
relacji nie wiadomo, czy niechęć pokazania była spowodowana potrzebą zachowania
w tajemnicy urządzenia, czy po prostu chęcią podtrzymania ruchu społecznego i
masowego zgłaszania się obywateli. Z relacji Jana Stępnia z Wikielica
koło Iławy, który w 1939 roku odbywał zasadniczą służbę wojskową w Toruniu
wynika, iż dowódca garnizonu oficjalnie ogłosił rekrutację ochotników do żywych
torped, wyjaśniając jednocześnie, iż Polska takich torped nie posiada, a
ochotnicy w czasie wojny będą wykorzystani do niebezpiecznych zadań
bojowych.
Jednak
zadziwiające są dalsze fakty. Marian Kamiński z Poznania relacjonował po
wojnie, iż w lipcu 1939 roku otrzymał formularz przysięgi na wierność
Rzeczypospolitej, którą podpisał wraz z ojcem (M.Kamiński był niepełnoletni) i
doręczono mu wezwanie na badania lekarskie w Gdyni (na początku sierpnia 1939)
roku. Po wstępnej selekcji wybrano 83 osoby, które zabrano na... projekcję
filmu instruktażowego o torpedach obsługiwanych i kierowanych przez
człowieka. Komentarz do tego filmu i instruktaż prowadził major w mundurze
wojsk lądowych (latem 1939 utworzono Referat Żywych Torped w II Oddziale SG,
więc mógł to być oficer wywiadu?). Oficer podkreślał wyraźnie, że trzy
torpedy na filmie są polskiej konstrukcji i na tamten moment miało ich być 16.
Pokazywanie takiego filmu dla niewielkiej grupy ludzi w pełnej tajności nie
miałoby przecież sensu w razie nieistnienia torped. Poza tym nie było
możliwości nakręcenia podobnego filmu, gdyby w rzeczywistości torpedy nie
istniały (nie była to przecież doba kaset video:). Niemożliwym tez byłoby
przekazanie podobnego filmu od sojuszników. Po pierwsze w jakim celu? Po drugie
ani Francja ani Anglia nie prowadziły takich badań.

Żywa torpeda według Kamińskiego (najbardziej wiarygodna).
Ten sam Marian Kamiński podaje z pamięci, że torpedy
miały 8m długości, 3,4 m szerokości, łącznie ze stabilizatorami, ich masa całkowita
wynosiła 420 kg, w tym masa ładunku wybuchowego - 200 kg. Sterujący
człowiek mógł się uratować opuszczając pocisk. (bardzo podobną relację podał
też inny przeszkolony - Władysław Zimolak). Poinstruowanym w ten sposób
wyznaczono termin zgłoszenia się na dwumiesięczne przeszkolenie na dzień 12
października 1939 roku. Zastrzeżono też, że to co widzieli i słyszeli jest
ściśle tajne. Następnie zwrócono im koszty podróży (Kamiński dostał 16
zł).
Opisana konstrukcja
występująca na w/w filmie przypomina nieco torpedę włoską typu SLC, czyli "Maiale"
(tłum. świnia), opracowana w 1936 roku. Różni się jednak wymiarami, skrzydłami
po bokach i samym napędem (włoska maszyna miała elektryczny napęd).
Jednocześnie jest to projekt najbardziej wiarygodny, gdyż podaje wiele
szczegółowych danych, poza tym obsługa żywych torped poprzez siedzącego na nich
nurka była stosowana już w I wojnie światowej (patrz "Mignatta"
włoska z 1918 roku).

Włoska torpeda SCL.
Inna relacja - Stefana Ceglarskiego - żołnierz 6. Batalionu Telegraficznego w Jarosławiu wskazuje na nieco odbiegający model pojazdu. Otóż, jako ochotnik, został wezwany na rozmowę i instruktaż z dwoma oficerami marynarki wojennej w Gdyni. Ci objaśnili mu, że żywa torpeda będzie miała postać niewielkiej łodzi, pod którą umieszczono torpedę bojową. Sterujący pojazdem będzie znajdować się w łodzi, a po naprowadzeniu torpedy na cel opuści stanowisko bojowe. Wizje takiej "torpedy" można wytłumaczyć studiami nad ścigaczami prowadzonymi w PMW w latach 1938 - 93. W studiach tych brał udział inż. Aleksander Potyrała i tam prawdopodobnie rozpatrywano koncepcję budowy motorowej łodzi torpedowej. Wynikiem tych badań jednak było zamówienie w Anglii dwóch ścigaczy o wyporności 45t.

Żywa
torpeda według Ceglarskiego.
Jeszcze inny opis maszyny podaje Jan Szumiata. Pamiętał, że
torpeda miała formę kajaka z zamykanym włazem i oszklonym kioskiem podobnym do
kabiny pilota myśliwskiego. Torpeda miała napęd elektryczny z baterii
akumulatorów. Opuszczenie torpedy było niemożliwe. Jest to jedyna relacja
mówiąca o urządzeniu elektrycznym. W Polsce jednak nie prowadzono badań nad
elektrycznym napędem torped. Takie badania prowadzono w Niemczech, Japonii i
Włoszech. Odbywały się one w ścisłej tajności, więc istnieje domniemanie, iż II
Oddział mógłby uzyskać takie informacje w działaniach operacyjnych.

Żywa torpeda według Szumiaty.
Wszystkie te relację są odmienne, choć pochodzą od
uczestników instruktażu w Gdyni w 1939 roku (każdy innego). Powyższe
instruktaże prowadzono na ulicy Zgody w Gdyni. Tam mieściła się Komenda
Rejonowa Przysposobienia Wojskowego, Dowództwo Morskiej Brygady Obrony
Narodowej i Dowództwo Lądowej Obrony Wybrzeża. Prawdopodobnie był tam też Samodzielny
Referat Informacyjny Floty, czyli placówka kontrwywiadowcza. Według Ludwika
Kasztelana ("Człowiek, który się zgłosił" W.Benedyczaka -
"Wybrzeże" 1986) instruktaże prowadził jego wuj, który był oficerem
tego referatu - Antoni Kasztelan. Wynika z tego, że werbunkiem zajmowali
się oficerowie informacyjni.
Jako
dowód istnienia takich torped lub badań nad nimi można wskazać jeszcze
następujący fakt. Gazeta dla rolników "Wielkopolanin" w dniu
14 maja 1939 roku przedstawiła wizję graficzną takiej torpedy, która została
wielokrotnie przedrukowana.

Wizja graficzna z Wielkopolanina.
Zaznaczono, że oddziałów "żywych torped" jeszcze
nie ma, ale dosyć dosadnie opisano ich działanie. Stwierdzono, że przed
wystrzeleniem torpedy do jej wnętrza wchodzi człowiek gotów na śmierć. Kieruje
jej biegiem tak, jak kieruje się samochodem, dopóki nie wyrżnie torpedą w
bok pancernej bestii. Przedziurawiony okręt tonie, a bohaterski kierowca
torpedy zostaje rozszarpany na strzępy i znajduje grób na dnie morza. Podczas
instruktażu żaden z instruktorów nie nawiązuje jednak do tego wizerunku
graficznego torpedy pokazując zupełnie inne konstrukcje, co może
wskazywać na prowadzenie takich prac konstrukcyjnych.
Warto wspomnieć w tym
miejscu, że Marynarka Wojenna prowadziła w 1939 roku badania nad torpedą
sterowaną radiowo. Testy przeprowadzone przed wybuchem wojny wypadły pomyślnie.
Może zdjęcia pokazywane w/w osobom pochodziły właśnie z tego projektu.
Nie wiadomo do końca na ile prace nad "żywymi
torpedami" były prowadzone i czy były zaawansowane, jednak temat pewnie na
zawsze pozostanie w fazie domysłów i bajań...
Źródła
„Polskie żywe torpedy w 1939 roku” Narcyz Klatka
/PATHE/


