155 mm armata dalekonośna wz.40

155 mm
armata wz.40 na poligonie.
W tle podstawa półstałą przeciwlotniczej armaty
40 mm Bofors.
Koncepcja armat dalekonośnych w Polsce
Armata
wz.40 była spóźnioną konstrukcją, która niestety nie wzięła udziału w walkach
obronnych roku 1939. Kwestia artylerii dalekonośnej w Wojsku Polskim była
stosunkowo kontrowersyjna i dyskutowana w prasie specjalistycznej. Za
dalekonośne uważano błędnie armaty 105 mm wz.13, produkowane na francuskiej
licencji.
Po raz pierwszy sprawa artylerii dalekonośnej pojawiła się w artykule mjr Jerzego Łuńkiewicza w Bellonie, w którym autor podkreślał potrzebę utworzenia tego typu artylerii. W roku 1925 przeprowadzono manewry na Wołyniu. W ich wyniku sformułowano żądanie zapewnienia artylerii sprzętu dalekonośnego. Problem na stałe zagościł w dyskusji na temat przyszłości artylerii w Polsce. W roku 1931 w Przeglądzie Artylerii ukazał się artykuł mjr Wacława Popiela, który podkreślał, że artyleria dalekonośna odgrywa wielką rolę w zwalczaniu baterii nieprzyjaciela oraz w zwalczaniu grup nieprzyjaciela, za liniami frontu, gdzie były celami skupionymi (np. kolumny wojsk, sztaby, składnice). Poza tym podkreślał, że duży zasięg dział pozwala na pokrycie artyleryjskim ogniem szerokiego odcinka frontu. W związku w powyższym podkreślał, że artyleria dalekonośna powinna mieć zasięg połowy dziennego marszu od linii frontu i mieć duży kaliber.
Jeszcze w roku 1927, Komitet do Spraw Uzbrojenia i Sprzętu (KSUS) wywiązała się dyskusja w temacie artylerii dalekonośnej, której wynikiem była uchwała z 11 stycznia 1928 r. o konieczności wyposażenia WP w artylerię dalekonośną. Departament Uzbrojenia zorganizował, w związku z tym specjalną konferencję na ten temat. Przybyli na nią przedstawiciele Departamentu Artylerii i Uzbrojenia oraz I Oddziału Sztabu Generalnego. Podczas niej poruszano sprawę studiów w zakresie sprzętu. Podjęto też decyzję o wysłaniu komisji do firm zagranicznych.
13 lipca 1928 r. Szef SG sformułował wytyczne dla armaty dalekonośnej. Kaliber określono na155
mm , a doniosłość na 20 km , przy masie 5 ton i obowiązkowej trakcji
motorowej. W drugiej połowie 1928 roku, komisja pod przewodnictwem
Knoll-Kownackiego udała się do czołowych firm zajmujących się produkcją armat,
tj. Schneider, Beardmore, Vickers, Skody oraz firm amerykańskich. Komisja
wytypowała działa dalekonośne Bofors, Vickers, Skoda i 2 armaty Schneider.
Komisja wybrała trzy typy armaty, tj. 149,1 mm armatę Skoda oraz obie konstrukcje
Schneider. Ich masa znacznie przekraczała wcześniejsze wytyczne. Warto
wspomnieć, że dwie armaty Schneider nie były standardowe. Jedna z nich była
armatą na platformie, przedstawioną jedynie w formie projektu, co zadecydowało o
jej ostatecznym odrzuceniu (możliwość prób na prototypie dopiero w połowie 1930
roku). Druga armata Schneider była armatą na łożu gąsienicowym i została
odrzucona za zbyt dużą masę marszową, za zbyt dużą prędkość pocisku oraz za
zaobserwowane wady w trakcie prób poligonowych. Na oczach komisji, w trakcie
strzelań zerwał się hamulec wylotowy.
Najlepiej prezentowała się149,1
mm armata z Czechosłowacji, ze względu na prostotę i dużą
stateczność. Do tego armatę charakteryzowała niska cena – 712.000 zł za komplet
bez ciągników. Departament Uzbrojenia polecił zwrócić uwagę na armatę
Skody.
W roku 1929 trwały dalsze studia nad wyborem armaty dalekonośnej dla WP. Czechosłowackiej Skodzie zależało na sprzedaży armaty Polsce, więc zaoferowała bezpłatną pomoc w sprawie uruchomienia licencyjnej produkcji amunicji149 mm w Polsce, jeśli ta
zakupiłaby 1.760 pocisków od Skody. Dnia 10 marca 1930 roku KSUS podjął uchwałę
o zakupie 25 armat 149,1
mm Skoda (4 działa miały stanąć na podwoziu kolejowym na
nabrzeżu). Pozostawiono otwartą możliwość zakupu dalszych 35 armat, a produkcja
amunicji miała rozpocząć się w Polsce.
30 kwietnia 1930 roku miano podpisać umowę ze Skodą na dostawę armat149,1 mm wz.NO. Dostawy
miały się odbyć w latach 1932 – 34. Łączny koszt umowy miał wynieść 17.820.000
zł za armaty i sprzęt, 1.930.000 zł za amunicję oraz 47.300 zł za
ciągnik w nieokreślonej ilości. Do zawarcia umowy nie doszło. Jedną z przyczyn
był prawdopodobnie kryzys ekonomiczny. Kiedy w marcu 1933 roku zawarto umowę na
zakup 220
mm moździerzy od Skody, znów pojawił się pomysł zakupu
armat NO. Tym razem jednak komisja gen. Przedrzymirskiego uznała, że amunicja
była przestarzała i miała zbyt duży rozrzut przy małym ładunku wybuchowym. W
wyniku negatywnej oceny Departament Artylerii i Uzbrojenia zrezygnował z armat
czechosłowackich.
Tak więc problem armat dalekonośnych powrócił. Ponownie pojawił się w 1935 roku, kiedy Departament Artylerii ponownie zażądał wprowadzenia armat dalekonośnych. W sierpniu 1936 roku, na posiedzeniu KSUS, Departament Artylerii zaprezentował referat nt. dostępnych armat dalekonośnych. Okazało się, że najnowsze konstrukcje pochodziły z roku 1928. Ponieważ jednak działa wyłonione w czasie pierwszego przetargu zostały unowocześnione, ponownie rozpatrzono ich zakup. W konsekwencji dalszych negocjacji, uznano oferty za nie do przyjęcia i postanowiono oprzeć się na własnej produkcji armat dalekonośnych.
Po raz pierwszy sprawa artylerii dalekonośnej pojawiła się w artykule mjr Jerzego Łuńkiewicza w Bellonie, w którym autor podkreślał potrzebę utworzenia tego typu artylerii. W roku 1925 przeprowadzono manewry na Wołyniu. W ich wyniku sformułowano żądanie zapewnienia artylerii sprzętu dalekonośnego. Problem na stałe zagościł w dyskusji na temat przyszłości artylerii w Polsce. W roku 1931 w Przeglądzie Artylerii ukazał się artykuł mjr Wacława Popiela, który podkreślał, że artyleria dalekonośna odgrywa wielką rolę w zwalczaniu baterii nieprzyjaciela oraz w zwalczaniu grup nieprzyjaciela, za liniami frontu, gdzie były celami skupionymi (np. kolumny wojsk, sztaby, składnice). Poza tym podkreślał, że duży zasięg dział pozwala na pokrycie artyleryjskim ogniem szerokiego odcinka frontu. W związku w powyższym podkreślał, że artyleria dalekonośna powinna mieć zasięg połowy dziennego marszu od linii frontu i mieć duży kaliber.
Jeszcze w roku 1927, Komitet do Spraw Uzbrojenia i Sprzętu (KSUS) wywiązała się dyskusja w temacie artylerii dalekonośnej, której wynikiem była uchwała z 11 stycznia 1928 r. o konieczności wyposażenia WP w artylerię dalekonośną. Departament Uzbrojenia zorganizował, w związku z tym specjalną konferencję na ten temat. Przybyli na nią przedstawiciele Departamentu Artylerii i Uzbrojenia oraz I Oddziału Sztabu Generalnego. Podczas niej poruszano sprawę studiów w zakresie sprzętu. Podjęto też decyzję o wysłaniu komisji do firm zagranicznych.
13 lipca 1928 r. Szef SG sformułował wytyczne dla armaty dalekonośnej. Kaliber określono na
Najlepiej prezentowała się
W roku 1929 trwały dalsze studia nad wyborem armaty dalekonośnej dla WP. Czechosłowackiej Skodzie zależało na sprzedaży armaty Polsce, więc zaoferowała bezpłatną pomoc w sprawie uruchomienia licencyjnej produkcji amunicji
30 kwietnia 1930 roku miano podpisać umowę ze Skodą na dostawę armat
Tak więc problem armat dalekonośnych powrócił. Ponownie pojawił się w 1935 roku, kiedy Departament Artylerii ponownie zażądał wprowadzenia armat dalekonośnych. W sierpniu 1936 roku, na posiedzeniu KSUS, Departament Artylerii zaprezentował referat nt. dostępnych armat dalekonośnych. Okazało się, że najnowsze konstrukcje pochodziły z roku 1928. Ponieważ jednak działa wyłonione w czasie pierwszego przetargu zostały unowocześnione, ponownie rozpatrzono ich zakup. W konsekwencji dalszych negocjacji, uznano oferty za nie do przyjęcia i postanowiono oprzeć się na własnej produkcji armat dalekonośnych.
Budowa
Ponieważ uznano, że armaty dalekonośne były potrzebne natychmiast, zaproponowano
szybki sposób konstrukcji armaty dalekonośnej 155 mm . Prace projektowe ograniczono do
lufy, zamka i oporopowrotnika, które miano ustawić na podstawie moździerza
220 mm
wz.32. Wstępne szacunki sugerowały, że można by uzyskać donośność do
26 km , a
masa takiej konstrukcji miała być w granicach ok. 15,5 tony. Warto w tym miejscu
zauważyć, że sposób transportu, jak i rozstawiania działa na stanowisku miał być
taki jak w moździerzu wz.32. Było to oczywiście nierealne, gdyż nie sposób
skutecznie używać artylerii dalekonośnej w wojnie manewrowej, której czas
rozstawienia na pozycjach to ponad 5 godzin, a demontażu 2,5
godziny.
Wkrótce jednak zarzucono pomysł z podstawą moździerza i Departament Uzbrojenia planował ustawienie armaty na kołowym łożu jednoogonowym. Co ciekawe nie przewidziano w armacie celownika odległościowego, ale kwadrant, a w samej armacie przewidziano nowoczesny system automatycznego ładowania i przedmuchiwania lufy. Przewidywano, że prototyp powstać miał w okresie 12-16 miesięcy.
9 sierpnia 1936 KSUS podjąć ostateczną uchwałę w sprawie uzbrojenia WP w155 mm
armaty dalekonośne krajowej konstrukcji. Co ciekawe już w 1937 roku kwestia
współpracy lotnictwa z artylerią dalekonośną pojawiła się w instrukcji
współpracy lotnictwa z artylerią. 19 sierpnia 1936 KSUS podjął uchwałę
polecającą rozpoczęcie prac nad krajową armatą 155 mm .
Budowa armaty odbywała się w Starachowickich Zakładach Górniczych, przy udziale licznych firm krajowych. Z powodu braku odpowiedniego zaplecza sprzętowego, wykonanie lufy zlecono szwedzkiej firmie Bofors. Lufa miała być wykonana z polskiej stali, według polskiego projektu. Ostatecznie lufę wykonano ze stali szwedzkiej, z powodu oporu Boforsa, który podnosił brak swojego doświadczenia w obróbce polskiej stali.
10 maja 1937 roku podpisano zamówienie na prototyp armaty dalekonośnej oraz 250 sztuk amunicji.

155 mm armata wz.40 na poligonie.
Jednocześnie z prototypem zaczęto w 1937 opracowanie odpowiedniej amunicji. Powstały dwa typy pocisków – wz.37 oraz wz.37St. Pod koniec roku 1937 powstały po dwa pociski każdego wzoru. Na początku 1938 roku Instytut Techniczny Uzbrojenia prowadził próby z pociskami.
18 stycznia 1938 roku, na poligonie w Brześciu nad Bugiem przeprowadzono wstępne próby. Na podstawie moździerza220
mm umieszczono lufę 155 mm wraz z kołyską i
oporopowrotnikiem. Badano dwa typy hamulców wylotowych – jeden zmniejszał odrzut
o 20%, wykonany na dotychczas obowiązujących zasadach, drugi polskiej
konstrukcji, zmniejszał podobno odrzut o 30%, jednak nie sposób stwierdzić który
hamulec okazał się lepszy. W czasie tych prób testowano też dwa typy pocisków po
50 kg
każdy i ładunku prochowym 19
kg .
Podczas zaplanowanych prób panowały fatalne warunki pogodowe. Silny wiatr i nisko leżące chmury wykluczały dokładne pomiary. Ponieważ jednak na manewry stawili się wysocy rangą oficerowie, Szef Departamentu Uzbrojenia polecił oddać serię strzałów, które miały nie być brane pod uwagę. Okazało się, że, przy kącie podniesienia lufy 18o15’, przy dużym wietrze wystrzelono pocisk na odległość19 km .
Rozrzut wynosił 800
m , ale pierwsze strzały odbijały się od pozostałych. Po
ich wyeliminowaniu rozrzut wyniósł 500 m , co było już wynikiem doskonałym
(najlepsza wówczas 155
mm armata francuska Schneider, przy strzale na
19 km ,
dawała rozrzut 1900
m ).
Kolejne próby przeniesiono na 20 lutego 1938 roku, z powodu warunków atmosferycznych. Podczas nich, przy kącie podniesienia 44o20’ wystrzelono pocisk na odległość27,3
km . Według raportów próba ta wywołała szereg trudności dla
obsługi, gdyż w armacie nie było mechanizmów planowanych do ukończenia dopiero
na czerwiec 1938 roku, a sama armata nie miała też prawidłowego
łoża.
Prototyp armaty miał świetne właściwości balistyczne – bardzo dobra donośność i mały rozrzut, jak na działo dalekonośne. Po próbach postanowiono pogłębić jedynie bruzdy w lufie.
W tym czasie, 24 stycznia 1938 roku, w Departamencie Uzbrojenia, odbyła się konferencja podczas której omówiono szczegóły dotyczące budowy armaty155 mm i
ustalono wytyczne dla konstruktorów. Po drugiej próbie poligonowej, w oparciu o
doświadczenia ze strzelań oraz o wytyczne Departamentu rozpoczęto prace nad
łożem, środkami transportu i wyposażeniem
Armata była gotowa w listopadzie 1938 roku. 3 stycznia 1939 roku, rozkazem gen. bryg. A. Litwinowicza (Wiceministra Spraw Wojskowych), zlecono próby marszowe i balistyczne. Te ostatnie ponownie przeprowadzono w Brześciu n/ Bugiem.
W dniach 25 stycznia – 17 lutego 1939 roku przeprowadzono próby155 mm armaty. Uzyskano
bardzo dobrą donośność i celność, przy małej szybkostrzelności – 3 strzały na
minutę. Oddano 107 strzałów. Z powodu dobrej jakości lufy, w wykonaniu Bofors,
uzyskano spadek prędkości początkowej pocisku zaledwie o 5 m/s (wytrzymałość
lufy rdzeniowej ITU przeliczył na 350 wystrzałów, a całej lufy na 1800-2000
strzałów). W raporcie końcowym wymieniono następujące wady: rozregulowanie
wspornika, wadliwa praca odciągaczy, słaba konstrukcja rygli i przeciwwagi
zamka, zła synchronizacja mechanizmu kierunkowego przy przesuwaniu ogona łoża po
płytach podrolkowych. Wszystkie te mankamenty były łatwe do usunięcia. W wyniku
prób zlecono zmianę ładunku prochowego, który miał poprawić
celność pocisków, jednak prace PWP „Pionki” przerwała wojna. W tym czasie
specjalny proch sprowadzono z Francji.

Lufa armaty wz.40 w transporcie.


Podstawa armaty w czasie transportu.
Przeprowadzono wreszcie próby marszowe. Armata odbyła rajd na trasie500 km . Prędkość ogólną
określono na 21
km/h , ale przy zabłoconych drogach polnych już jedyne
2 km/h .
Były to wyniki niezadowalające, ale spowodowane użyciem ciągnika C7P, który miał
za małą moc silnika. Wskazano także na zbyt wąskie koła oraz na zbyt duży nacisk
masy działa na obręcze kół.
Ostatnie próby przeprowadzono 24 lutego 1939 roku, kiedy prototyp wrócił do Starachowic z poligonu. Sprawdzono wtedy funkcjonowanie mechanizmów działa po marszu z Brześcia. Armaty nie konserwowano. Próby obejmowały zajęcie stanowiska przez armatę w ciężkim terenie, z pozytywnym wynikiem.
W podsumowaniu wyników prób komisja z Dep. Uzbroj. stwierdziła, że armata odpowiada wymogom pod względem donośności i celności. Nie sprawia problemów obsłudze, ma dobrą siłę wybuchu pocisku, pozytywnie oceniono też próby marszowe i balistyczne. Wszelkie mankamenty oceniono jako mało istotne, nie wpływające na końcową ocenę działa.
Wobec pozytywnej oceny armaty, szef Dep. Uzbroj. Płk Jerzy Englisch postawił wniosek o przyjęcie armaty na wyposażenie Wojska Polskiego. Nadano jej oznaczenie „155 mm armata dalekonośna wz.1940”. Warto wspomnieć też, że decyzję tą poparł Departament Artylerii, który porównując armatę wz.40 z armatą155 mm
Schneider wskazywał, że polska armata ma mniejszy rozrzut o połowę, większą
zwrotność i szybciej rozstawia się ją na stanowisku bojowym. Jednocześnie polska
armata, ze względu na niską szybkostrzelność mogła jedynie nękać jednostki
wroga, ale nie obezwładniać.

Armata wz.40 od przodu.
155 mm
mogła obezwładnić cele na 1
ha terenu musiało spaść 4 pociski. Kierując się zasadami
ekonomii jednak, zalecano ostrzeliwanie terenu o powierzchni minimum
4 ha , gdyż
aby uzyskać 4 pociski na 1
ha na odległość 20 km trzeba było oddać 20 strzałów. Do
tego zalety wynikające ze zwrotności armaty na stanowisku były niwelowane niską
szybkostrzelnością, w związku z czym postulowano zwiększenie ilości armat w
bateriach z 3 do 4 sztuk.
Armata155 mm
wz.40 miała służyć do ostrzeliwania celów o dużej powierzchni, jak np. kolumny
taborowe, składy amunicji, lotniska. Przeznaczona ona była do służby na
szczeblach armijnych. Departament Uzbrojenia wnioskował, aby armaty znalazły się
w odwodzie artylerii dalekonośnej Wodza Naczelnego. Stanowisko to
poparł generał do prac artylerii przy GISZ gen. Stanisław Miller. Wnioskował on
też o zamontowanie w dziale systemu automatycznego ładowania, w celu zwiększenia
szybkostrzelności.
W lipcu 1939 roku, z inicjatywy płk Jerzego Łunkiewicza, Departament Artylerii opracował założenia dla kolejnej armaty dalekonośnej, ale z przeznaczeniem dla szczebla operacyjnego, która miała być gotowa do prób w 1941 roku.
Do 1 lipca 1939 roku miano ukończyć produkcyjne rysunku konstrukcyjne, uwzględniające wszystkie poprawki, a usterki miały zostać usunięte do końca września 1939 roku. Pierwsze dwie sztuki seryjne miały powstać w roku 1940. Tempo produkcji określono na 2 armaty co 2-3 miesiące. W lipcu 1939 roku złożono zamówienie na nieznaną dokładnie ilość armat, jednak sugeruje się, że liczba ta wynosiła od 20 do 60 sztuk.
W momencie wybuchu wojny155
mm armata wz.40 znajdowała się na terenie Zakładów w
Starachowicach. Według dokumentacji fotograficznej została przejęta przez
Niemców. Dalsze losy nie są znane.

Wrzesień 1939. Armata wz.40 w Zakładach Starachowickich, przejęta przez Niemców.
Ponieważ ciągnik C7P miał zbyt słaby silnik na potrzeby holowania armat wz.40, dep. Artyl. Przystąpił do prac nad odpowiednim ciągnikiem dla artylerii dalekonośnej. Opracowano wstępne założenia dla takiej konstrukcji. Wymagano prędkości po drogach 25 km/g, a przeciętnej 10-12 km/h
ŁOŻE składało się z 3 części -główną stanowiła ściana o konstrukcji skrzynkowej, przednią stanowiły platformy dla obsługi oraz ogon łożą zakończonego końcówką, w której osadzona była rolka ogonowa do przetaczania działa po płytach podrolkowych. Mechanizm podniesień umieszczony był w 2 skrzynkach przymocowanych do prawej ściany łoża, a mechanizm kierunkowy znajdował się w jednej skrzynce przymocowanej do lewej strony łoża. Rozwiązanie to umożliwiało celowniczemu nadawanie kierunku armacie bez odrywania wzroku od kątomierza. Ponadto ruch mechanizmu kierunkowego przenoszony był za pomocą przegubowych połączeń na wał ze sprzęgłem rolki ogonowej powodując jej obracanie się, a co za tym idzie obrót całego działa.
Czop główny oporowy, na którym było wsparte działo na stanowisku bojowym, osadzony był obrotowo w przedniej części łoża. Do strzału czop wpuszczany był do oporu w gnieździe płyty leżącej na ziemi. Do przemarszu czop unoszony był do góry i ryglowany z kołyską przy pomocy specjalnych wieszaków. Płyta pod czop główny składała się z nieruchomej dolnej tarczy oraz kręgu obrotowego z dwoma ściągaczami zakładanymi na ramiona przedniej części łoża. Po opuszczeniu czopa głównego na unieruchomioną 20 lemieszami tarczę dolną i zamocowaniu łoża ściągaczami z kręgiem górnym powstawał - zespolony system obrotowy działa
KOŁYSKA działa posiadała łuki zębate umożliwiające nadawanie lufie kata kąta podniesienia. Na czopach kołyski osadzone były ramiona odciążaczy sprężynowych, których zadaniem było zrównoważenie masy zespołu odrzutowego. Były one jednym końcem osadzone w przedniej części łoża, a drugim uchwycone przez ramiona i osadzone na czopach kołyski. Oporopowrotnik był hydropneumatyczny, przy czym opornik umieszczony był nad lufą, a powrotnik na sankach pod lufą. Działo posiadało koła tarczowe o obręczach gumowych, pustakowych, zawieszone elastycznie. W czasie marszu były one unieruchamiane przy pomocy hamulca hydraulicznego.

Armata wz.40 na poligonie.
Wkrótce jednak zarzucono pomysł z podstawą moździerza i Departament Uzbrojenia planował ustawienie armaty na kołowym łożu jednoogonowym. Co ciekawe nie przewidziano w armacie celownika odległościowego, ale kwadrant, a w samej armacie przewidziano nowoczesny system automatycznego ładowania i przedmuchiwania lufy. Przewidywano, że prototyp powstać miał w okresie 12-16 miesięcy.
9 sierpnia 1936 KSUS podjąć ostateczną uchwałę w sprawie uzbrojenia WP w
Budowa armaty odbywała się w Starachowickich Zakładach Górniczych, przy udziale licznych firm krajowych. Z powodu braku odpowiedniego zaplecza sprzętowego, wykonanie lufy zlecono szwedzkiej firmie Bofors. Lufa miała być wykonana z polskiej stali, według polskiego projektu. Ostatecznie lufę wykonano ze stali szwedzkiej, z powodu oporu Boforsa, który podnosił brak swojego doświadczenia w obróbce polskiej stali.
10 maja 1937 roku podpisano zamówienie na prototyp armaty dalekonośnej oraz 250 sztuk amunicji.

155 mm armata wz.40 na poligonie.
Jednocześnie z prototypem zaczęto w 1937 opracowanie odpowiedniej amunicji. Powstały dwa typy pocisków – wz.37 oraz wz.37St. Pod koniec roku 1937 powstały po dwa pociski każdego wzoru. Na początku 1938 roku Instytut Techniczny Uzbrojenia prowadził próby z pociskami.
18 stycznia 1938 roku, na poligonie w Brześciu nad Bugiem przeprowadzono wstępne próby. Na podstawie moździerza
Podczas zaplanowanych prób panowały fatalne warunki pogodowe. Silny wiatr i nisko leżące chmury wykluczały dokładne pomiary. Ponieważ jednak na manewry stawili się wysocy rangą oficerowie, Szef Departamentu Uzbrojenia polecił oddać serię strzałów, które miały nie być brane pod uwagę. Okazało się, że, przy kącie podniesienia lufy 18o15’, przy dużym wietrze wystrzelono pocisk na odległość
Kolejne próby przeniesiono na 20 lutego 1938 roku, z powodu warunków atmosferycznych. Podczas nich, przy kącie podniesienia 44o20’ wystrzelono pocisk na odległość
Prototyp armaty miał świetne właściwości balistyczne – bardzo dobra donośność i mały rozrzut, jak na działo dalekonośne. Po próbach postanowiono pogłębić jedynie bruzdy w lufie.
W tym czasie, 24 stycznia 1938 roku, w Departamencie Uzbrojenia, odbyła się konferencja podczas której omówiono szczegóły dotyczące budowy armaty
Armata była gotowa w listopadzie 1938 roku. 3 stycznia 1939 roku, rozkazem gen. bryg. A. Litwinowicza (Wiceministra Spraw Wojskowych), zlecono próby marszowe i balistyczne. Te ostatnie ponownie przeprowadzono w Brześciu n/ Bugiem.
W dniach 25 stycznia – 17 lutego 1939 roku przeprowadzono próby

Lufa armaty wz.40 w transporcie.


Podstawa armaty w czasie transportu.
Przeprowadzono wreszcie próby marszowe. Armata odbyła rajd na trasie
Ostatnie próby przeprowadzono 24 lutego 1939 roku, kiedy prototyp wrócił do Starachowic z poligonu. Sprawdzono wtedy funkcjonowanie mechanizmów działa po marszu z Brześcia. Armaty nie konserwowano. Próby obejmowały zajęcie stanowiska przez armatę w ciężkim terenie, z pozytywnym wynikiem.
W podsumowaniu wyników prób komisja z Dep. Uzbroj. stwierdziła, że armata odpowiada wymogom pod względem donośności i celności. Nie sprawia problemów obsłudze, ma dobrą siłę wybuchu pocisku, pozytywnie oceniono też próby marszowe i balistyczne. Wszelkie mankamenty oceniono jako mało istotne, nie wpływające na końcową ocenę działa.
Wobec pozytywnej oceny armaty, szef Dep. Uzbroj. Płk Jerzy Englisch postawił wniosek o przyjęcie armaty na wyposażenie Wojska Polskiego. Nadano jej oznaczenie „155 mm armata dalekonośna wz.1940”. Warto wspomnieć też, że decyzję tą poparł Departament Artylerii, który porównując armatę wz.40 z armatą

Armata wz.40 od przodu.
Plany
W tym miejscu należy wskazać, że zgodnie z analizą Dep. Artyl. Aby armataArmata
W lipcu 1939 roku, z inicjatywy płk Jerzego Łunkiewicza, Departament Artylerii opracował założenia dla kolejnej armaty dalekonośnej, ale z przeznaczeniem dla szczebla operacyjnego, która miała być gotowa do prób w 1941 roku.
Do 1 lipca 1939 roku miano ukończyć produkcyjne rysunku konstrukcyjne, uwzględniające wszystkie poprawki, a usterki miały zostać usunięte do końca września 1939 roku. Pierwsze dwie sztuki seryjne miały powstać w roku 1940. Tempo produkcji określono na 2 armaty co 2-3 miesiące. W lipcu 1939 roku złożono zamówienie na nieznaną dokładnie ilość armat, jednak sugeruje się, że liczba ta wynosiła od 20 do 60 sztuk.
W momencie wybuchu wojny

Wrzesień 1939. Armata wz.40 w Zakładach Starachowickich, przejęta przez Niemców.
Ciągnik i kolejna armata
W lipcu 1939 roku, z inicjatywy płk Jerzego Łunkiewicza, Departament Artylerii opracował założenia dla kolejnej armaty dalekonośnej, ale z przeznaczeniem dla szczebla operacyjnego, która miała być gotowa do prób w 1941 roku.Ponieważ ciągnik C7P miał zbyt słaby silnik na potrzeby holowania armat wz.40, dep. Artyl. Przystąpił do prac nad odpowiednim ciągnikiem dla artylerii dalekonośnej. Opracowano wstępne założenia dla takiej konstrukcji. Wymagano prędkości po drogach 25 km/g, a przeciętnej 10-
Konstrukcja
LUFA armaty 155 mm składała się z rury rdzeniowej, płaszcza i nasady połączonych ze sobą gwintami i klinami. Posiadała hamulec wylotowy oraz dwie pary rolek bocznych, za pomocą których była wtaczana na łoże lub wóz transportowy. Lufa zakończona była otwieranym do góry zamkiem śrubowym, posiadającym uszczelnienie plastyczne. Ze względu na swoją masę zamek został zaopatrzony w równoważącą przeciwwagę.ŁOŻE składało się z 3 części -główną stanowiła ściana o konstrukcji skrzynkowej, przednią stanowiły platformy dla obsługi oraz ogon łożą zakończonego końcówką, w której osadzona była rolka ogonowa do przetaczania działa po płytach podrolkowych. Mechanizm podniesień umieszczony był w 2 skrzynkach przymocowanych do prawej ściany łoża, a mechanizm kierunkowy znajdował się w jednej skrzynce przymocowanej do lewej strony łoża. Rozwiązanie to umożliwiało celowniczemu nadawanie kierunku armacie bez odrywania wzroku od kątomierza. Ponadto ruch mechanizmu kierunkowego przenoszony był za pomocą przegubowych połączeń na wał ze sprzęgłem rolki ogonowej powodując jej obracanie się, a co za tym idzie obrót całego działa.
Czop główny oporowy, na którym było wsparte działo na stanowisku bojowym, osadzony był obrotowo w przedniej części łoża. Do strzału czop wpuszczany był do oporu w gnieździe płyty leżącej na ziemi. Do przemarszu czop unoszony był do góry i ryglowany z kołyską przy pomocy specjalnych wieszaków. Płyta pod czop główny składała się z nieruchomej dolnej tarczy oraz kręgu obrotowego z dwoma ściągaczami zakładanymi na ramiona przedniej części łoża. Po opuszczeniu czopa głównego na unieruchomioną 20 lemieszami tarczę dolną i zamocowaniu łoża ściągaczami z kręgiem górnym powstawał - zespolony system obrotowy działa
KOŁYSKA działa posiadała łuki zębate umożliwiające nadawanie lufie kata kąta podniesienia. Na czopach kołyski osadzone były ramiona odciążaczy sprężynowych, których zadaniem było zrównoważenie masy zespołu odrzutowego. Były one jednym końcem osadzone w przedniej części łoża, a drugim uchwycone przez ramiona i osadzone na czopach kołyski. Oporopowrotnik był hydropneumatyczny, przy czym opornik umieszczony był nad lufą, a powrotnik na sankach pod lufą. Działo posiadało koła tarczowe o obręczach gumowych, pustakowych, zawieszone elastycznie. W czasie marszu były one unieruchamiane przy pomocy hamulca hydraulicznego.

Armata wz.40 na poligonie.
Podstawowe dane
KaliberSzybkość początkowa pocisku przy ładunku normalnym - 900 m/s
Szybkość początkowa pocisku przy ładunku zmniejszonym 750m/s
Maksymalna donośność przy ładunku normalnym -
Maksymalna donośność przy ładunku zmniejszonym -
Maksymalne ciśnienie w lufie 2900 kg/cm2
Masa pocisku
Masa normalnego ładunku miotającego -
Długość lufy bez hamulca wylotowego
Długość lufy rdzeniowej
Wysokość linii ognia - 1770mm;
Kąt podniesienia 0; + 45°,
Kąt ostrzału poziomego - 900,
Kąt ostrzału poziomego z wykorzystaniem płyt podrolkowych - 3600,
Długość działa w położeniu marszowym
Długość działa w położeniu bojowym
Szerokość działa w położeniu marszowym
Szerokość działa w położeniu bojowym
Całkowita masa lufy wraz z oporopowrotnikiem -
Masa działa w położeniu bojowym
Długość odrzutu 950 - 1200mm,
Czas przygotowania działa do boju przy niewyszkolonej obsłudze - 60 min.,
Dane techniczne jednostek marszowych;
Przodek : masa bez obciążenia -
Wóz na lufę: masa bez obciążenia -
Wóz do płyt i wyposażenia; masa bez obciążenia -
Armata w położeniu marszowym: masa łoża z przodkiem -
Źródła
P. Zarzycki NTW 10/99A.Konstankiewicz "Broń strzelecka i sprzęt artyleryjski formacji polskich i Wojska Polskiego 1914 - 39"
www.odkrywca.pl
/PATHE/


